Jak pewnie wiesz, mam kontakt z jogą.

Prowadzę zajęcia, niektóre ćwiczenia, jako pracę domową, zalecam tym, którzy wychodzą ode mnie po masażu. Pokazuję różne sposoby oddychania. Część prostych ćwiczeń pokazuję też na warsztatach antystresowych.

Chociaż jestem przykładem „niejogowego jogina”.

To znaczy, że za cholerę nie usiądę w lotosie. Nie dotknę głową kolan. Nie założę nogi na głowę. I to ani lewej ani prawej.

Bo zacząłem ćwiczyć dopiero w wieku czterdziestu lat. Bo mam już tyle przeciążeń w ciele (więzadło kolanowe, przepuklina lewostronna), że zostaje mi taka właśnie „niejogowość”.

Ale lubię ją. Bo mogę pokazać innym 40-/50-cio i więcej -latkom, że pomimo wielu ograniczeń da się funkcjonować całkiem dobrze z problemami w ciele.

A co z tym jogowym ratowaniem?

Pięć lat temu złamałem palec u nogi. Mały. Którego w gips się nie wsadza. I zamiast użyć kul, łaziłem jak kaczka, kołysząc się z boku na bok, bo myślałem, że jakoś to będzie.

No i nie było, bo pojawił się ból pleców. I zrobiłem najgłupszą rzecz, jaka mogłem – wszedłem do wanny z ciepłą wodą.

I już nie wyszedłem. To znaczy wyczołgałem się, dowlokłem do salonu i zaległem tam na materacu, bo na schody w życiu bym nie wszedł.

A potem, przez dwa tygodnie, środki przeciwbólowe, jakich w życiu nie łykałem, talerz z jedzeniem stojący na podłodze (tak, tak!).

Masakra!

A jednak, kiedy po pięciu dniach, z jękiem i krzykiem przy wsiadaniu i wysiadaniu z samochodu dotarłem do neurologa, usłyszałem:

„Przepuklina lewostronna. Ma pan szczęście, że zajmuje się pan jogą. Inaczej już by pan wylądował na stole operacyjnym”.

Uff…

Na stół nie dotarłem. Ćwiczę, masuję, roluję i piłkuję. Da się. Jest dobrze.

Kolejne uff.

Jeśli chcesz uniknąć tego przed uff, to sprawdź, czy taka joga albo piłki czy rolki byłyby dobrym pomysłem…


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *