„Syndrom dobrego sportu”

O „syndromie dobrego sportu” mówi się wtedy, kiedy mimo bólu, trenujesz/ćwiczysz na siłę, bo masz w głowie te i podobne, niezbyt mądre hasła:

  • „tak trzeba”
  • „sport to zdrowie”
  • „nie ma, że boli”…

Wynik często jest tylko jeden – przeciążenie, kontuzje, ból, wyłączenie z aktywności.

Jak to zmienić?

Oprócz pracy z głową i przekonaniami oraz porzuceniem wyżej wymienionych haseł, zorientuj się, które mięśnie pracują najciężej podczas Twojej aktywności i ZAWSZE po treningu dobrze je wymasuj. I rozciągnij.

A dlaczego masowanie jest na pierwszym miejscu?

Bo mięśnie przeciążone, nadmiernie pracujące, z punktami spustowymi są bardziej podatne na naciągnięcia i naderwania przy stretchingu.

Poza tym, podczas treningu będą stawiać tzw. „aktywny opór” przeciwko ich wydłużaniu, więc w najlepszym przypadku stracisz czas, a w najgorszym narazisz się na kontuzje.

Co do samego masażu – najlepiej, jakby był to:

  • masaż tkanek miękkich
  • masaż tkanek głębokich
  • masaż powięziowy
  • masaż punktów spustowych.

Każdy z nich powinien wystarczająco głęboko rozluźnić, „wydłużyć” mięśnie i pozwolić Ci je w bezpieczniejszy i lepszy sposób „wykorzystać” w trakcie kolejnego treningu.

 

Podsumowując:

masaż jako numer 1, stretching – numer 2!

 


Jeśli nie pamiętasz, czym są punkty spustowe – pisałem o nich tutaj

 

 

„Syndrom dobrego sportu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry